start     subskrypcja     konkursy     polecamy     pobierz     audiodeskrypcja     przetargi i oferty pracy    
       
mixcloud   youtube   twitter   facebook   english version   
RELACJE  >  SZCZEGÓŁY
"Biała gwiazda" nad Korabnikami
Stanisław Pękala

Po upływie 67 lat niektóre obrazy zdarzeń nie dają się odtworzyć w pamięci, inne są mniej lub więcej niewyraźne, a jeszcze inne pozostają prawie niezmienione. Mogę opisać to, co pamiętam dobrze lub gorzej z tamtych dni.

Rok 1944 - zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Pewnego dnia przyszedł do nas Anton - żołnierz niemiecki, który miał kwaterę w domu Państwa Czopków, niedaleko nas. Nazwiska Antona nie pamiętam dokładnie.

Anton przyniósł nam prezenty - zawsze były to słodycze. Obiecał mi, że pojedziemy autem jak będzie miał wolne. Wielokrotnie jeździłem z nim wcześniej, bo przychodził do ojca i za jego zgodą zabierał mnie na przejażdżkę. Tym razem rozmawiali o tym, co dzieje się na froncie. Ponadto z rozmowy wynikało, że po Świętach ma dostać urlop i jedzie do rodziny do Wiednia. Wiedzieliśmy dużo wcześniej, że jest Austriakiem. O ile dobrze pamiętam, w drugi dzień świąt, Anton zabrał mnie z domu i pojechaliśmy pod las, zatrzymując się na niewielkim wzniesieniu przy ścianie drzew. Było to przy granicy Korabnik i sąsiedniej wsi Olszyny. Byłem trochę zdziwiony, bo miał ze sobą pistolet maszynowy. Okazało się, że chciał upolować sarnę, a zwierzęta te chętnie przebywały w tym rejonie. Tym razem polowanie nie udało się, wróciliśmy do auta, a następnie przejechaliśmy w dół do drogi Korabniki - Opatkowice zostawiając samochód na łące obok drogi. Ruszyliśmy doliną w stronę dolnej ściany lasu. Chwilę po tym słychać było bardzo silny dźwięk samolotu, a później jasne rakiety. Duży samolot w ostrym skręcie leciał nisko nad ziemią. Z miejsca, gdzie staliśmy wyglądało, że leci na nieco północny wschód. Szybko wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy drogą w kierunku Opatkowic. Po pewnym czasie skręciliśmy w lewo, przejechaliśmy przez linię kolejową Skawina - Kraków, kierując się na wschód po północnej stronie linii kolejowej. Jazda po tych łąkach i wertepach była karkołomna. Pamiętam, że w końcu znaleźliśmy się w pobliżu ciemnego pasa ziemi. Po wyjściu z auta widać było w pewnej odległości leżący na ziemi samolot, a przy nim jakieś osoby. Trochę dalej od samolotu stała grupa ludzi. Anton polecił mi zostać przy aucie, a sam pobiegł z automatem w kierunku samolotu. Przez pewien czas patrzyłem za nim, ale później z ciekawości poszedłem na ciemny pas ziemi, tez zacząłem iść w kierunku samolotu. Najpierw znalazłem kawałek grubego szkła- (później okazało się, że była to pleksa), a idąc dalej zobaczyłem łuski od nabojów tylko większe od karabinowych i schowałem je do kieszeni kurtki. Nieco dalej leżał kawałek taśmy z nabojami, ale wiedziałem, ze tego nie należy brać. Rozglądałem się dalej i podniosłem znacznie większy kawałek pleksy. Dzisiaj nie mogę ocenić ile to trwało. Dopiero krzyk Antona biegnącego od samolotu zmusił mnie do szybkiego powrotu do auta. Coś mi pokazywał na północną stronę gdzie widać było w oddali sylwetki ludzi (prawdopodobnie wojsko). Wracaliśmy ta samą trasą ale znacznie szybciej, bo rzucało mną we wszystkich kierunkach jak bezwładną lalką. Ulżyło mi, gdy przejechaliśmy przez linię kolejową. Nadal pędziliśmy na złamanie karku. W pewnym czasie Anton zatrzymał samochód, kazał biec w kierunku domu i nikomu nic nie mówić. Ale to było miejsce około pól kilometra od granicy. Nie wiem dlaczego Anton natychmiast zawrócił, więc jak mogłem najszybciej pobiegłem pod las i znanymi doskonale ścieżkami wróciłem do domu. Rodziców nie było. Pewnie poszli do kościoła. Łuski i pleksę schowałem i siedziałem grzecznie. Po powrocie ojca mówiłem mu, że Anton obiecał, że przyjedzie przed wyjazdem do Wiednia. Było to oczywiście kłamstwo z mojej strony. Anton niestety nie przyszedł nigdy więcej. Nie zobaczyliśmy również jego kolegi z kwatery Frydricha.

Sprawa przymusowego lądowania samolotu była wszystkim znana. Odnośnie znalezionych łusek i pleksi - ojciec łuski znalazł i wykorzystał je do zrobienia zapalniczek. Kawałek pleksi przez kilka lat leżał w rodzinnym domu jako pamiątka. Zaginął w czasie, gdy pełniłem służbę wojskową.

Muzeum Armii Krajowej, 26 stycznia 2012 r.

wstecz



              Muzeum Armii Krajowej im. Generała Emila Fieldorfa - Nila