start     subskrypcja     konkursy     polecamy     pobierz     audiodeskrypcja     przetargi i oferty pracy    
       
mixcloud   youtube   twitter   facebook   english version   
WYSTAWA WIRTUALNA  >  SZCZEGÓŁY
Kolekcja Bieżanowska w zbiorach Muzeum AK

Kolekcja Bieżanowska zwana też Skrytką Bieżanowską lub Arsenałem Bieżanowskim jest zbiorem militariów - przeważnie broni strzeleckiej gromadzonej podczas wojny przez żołnierzy kompanii "Łan" Batalionu "Mrówka" 12 Pułku Piechoty.

Kompania "Łan" działała na terenie Bieżanowa i podlegała wielickiemu batalionowi "Mrówka". Broń zbierana była praktycznie przez cały okres wojny, ale intensyfikacja tego procesu nastąpiła pod koniec wojny, kiedy łatwiej udawało się to w momencie wycofywania się Niemców, ze względu na rozprężenie panujące w szeregach wycofującej się armii.

Wkrótce po zakończeniu wojny broń została ukryta w rodzinnym domu jednego z akowców - dr Stanisława Wcisło, który również brał udział w jej gromadzeniu. Oto jak zachowała się w jego pamięci proweniencja innych egzemplarzy broni tezauryzowanych w Skrytce Bieżanowskiej:

"Ze skoku na Bahnschutz pochodziły karabiny włoskie Mannlicher - Carcano różnych typów i kalibrów. Kilkanaście sztuk dostarczył mi podchorąży dowódca plutonu "Żelbetu" na terenie placówki i ponieważ było trochę wolnego miejsca w skrytce. Umieściłem je tam jako przysługę koleżeńską; nigdy nie zażądał zwrotu, bo była to broń mało pożądana, ze względu na brak amunicji. Dwa działka plot/ppanc. kalibru 2 cm pochodzą zapewne z kilku stanowisk tej broni na trójnogach z żelaznych kątowników do użycia przeciwpancernego; terytorium placówki, a później kompanii "Łan" stanowiły ogromne łąki zajmujące dolinę nadwiślańską z dodatkiem pól ornych obok miejscowości, w tym terenie mieli Niemcy w 1944 r. kilka stanowisk niemieckiego "radaru", działa przeciwlotnicze "Flak" 88 cm i reflektory; teren był idealny dla czołgów sowieckich i w odległości kilkunastu kilometrów od mostów na Wiśle w Krakowie; musiał więc być nasycony bronią przeciwpancerną. Stąd też pochodziła większość rakiet ppanc. tzw. Panzerfaust w posiadaniu kompanii "Łan". Amunicję do tych działek 2 cm zdobyli "skoczkowie" już wcześniej: drewnianą skrzynkę amunicji rozpryskowej (zdaje się 100 sztuk) i taką samą przeciwpancernej: o masywnym stalowym pocisku. Podstawy nie zmieściłyby się w skrytce i nie było potrzeby ich specjalnie ukrywać, wyglądały bowiem jak sprzęt rolniczy lub gospodarski. Amunicji karabinowej i pistoletowej (niemieckiej) było dwa duże worki, gdy się oba rozpadły wyglądało to jak otwarty kopiec ziemniaków."

Natomiast tuż przed ruszeniem ofensywy styczniowej akowcy zdołali zdjąć z transportu idącego na front fabrycznie nowe karabiny maszynowe MG 42, które są dzisiaj ozdobą kolekcji. Szczególną cechą wyróżniającą zbrojownię bieżanowską jest obok jej wielkości fakt indywidualnego wyróżnienia tych niemieckich karabinów maszynowych, którym nadano znamię niepowtarzalności - nazwy własne. Wybito im je na lewym boku komory zamkowej, tuż nad rękojeścią i kabłąkiem spustowym oraz na kolbach. Mało tego - imiona te odpowiadają pseudonimom konspiracyjnym podchorążych, którzy byli żołnierzami Kompanii "Łan". Niektórzy z nich pojawiają się we wspomnieniach dra Wcisły - można tam napotkać: "Rotę", "Groma", "Żmiję", "Hardego", "Borutę". Nadto w "Kolekcji Bieżanowskiej znajdują się również MG-34 o nazwie "Lotnik", MG-42 "Rudy", "Janusz", "Prąd".

Po wojnie przyszedł moment, w którym broń trzeba było albo zdać do Urzędu Bezpieczeństwa podczas akcji ujawnieniowej, albo zniszczyć, albo wykonać akt tezauryzacji. Oczekując na wybuch III wojny światowej, a także przewidując zainteresowanie odpowiednich służb ludźmi, którzy przyczyniali się do jej gromadzenia dowódca kompanii "Łan" wybrał rozwiązanie trzecie. Polecił broń ukryć przy zachowaniu jak największych środków bezpieczeństwa. Na miejsce skrytki wybrano rodzinny dom Stanisława Wcisły, znajdujący się obecnie na ul. H. Sucharskiego w Bieżanowie. Zapełnianie jej było udziałem jedynie czterech podchorążych kompanii uczestników kursu podchorążych na przełomie 1943/44. Poza nimi nikt więcej nie miał pojęcia o miejscu i charakterze skrytki.

S. Wcisło wspomnina: "Skrytkę zbudowano przy głównym udziale pchor. Hardego, który zrobił z desek stojak na karabiny i ja zamurował. Stojak zgnił i zwalił się. Wskutek wylewów rzeki... i braku jakiejkolwiek wentylacji skrytka zawiodła oczekiwania. Broń była tylko nasmarowana niemieckim smarem kolejowym. W skrytce umieściłem tę broń, którą kazał umieścić dowódca kompanii, resztę on zachował do swej dyspozycji i nie znam jej losów" .

Dzieje skrytki bieżanowskiej nie zakończyły się w momencie ukrycia broni. Dalszy ciąg dopisała wielka historia, która wdarła się do Bieżanowa. Zamelinowana bronią zaczął interesować się Urząd Bezpieczeństwa. Stało się to niejako przypadkiem. W lipcu 1947 r. aparat bezpieczeństwa zatrzymał pod zarzutem prowadzenia napadów rabunkowych byłego żołnierza AK z terenu Bieżanowa - Zygmunta Kłaka, syna Franciszka. Zarzuty dotyczące jego bieżącej działalności okazały się nieprawdziwe. W toku prowadzonego śledztwa podczas przesłuchań wyszła na jaw przynależność Kłaka do AK, który miał pełnić funkcję dowódcy plutonu podlegającym organizacyjnie pod obwód Kraków - Miasto (a więc był to jeden z pododdziałów Zgrupowania "Żelbet" AK). Przyznał się również do faktu zamelinowania znacznej ilości broni i amunicji już po zajęciu Krakowa przez Armię Sowiecką. Utrzymywał, że przechowywał ją w swoim ogrodzie obok domu. W lecie 1946 r. Kłak nawiązał kontakt z dowódcą kompanii AK na terenie Bieżanowa, podległej organizacyjnie batalionowi wielickiemu AK - "Mrówka" - Władysławem Jakubcem. Jakubiec zaproponował mu scalenie obu oddziałów. Kłak nie chciał się zgodzić, gdyż zaprzestał już działalności konspiracyjnej. Jakubiec zaproponował wobec tego, aby Kłak przekazał mu jedynie broń. Jakubiec zapowiedział, że po broń zgłosi się ktoś od niego. Kilka dni potem do Kłaka przybyli Stanisław Wcisło oraz Edward Gawor. Wcisło i Gawor zabrali 2 karabiny maszynowe, 15 sztuk różnego typu karabinów, kilkaset sztuk amunicji i ładownice. Natychmiast po tym, jak UB weszło w posiadanie tych informacji zarządzono aresztowanie Wcisły, Gawora oraz Jakubca. W związku z przeciekiem (zagadką jest nadal kto za nim stał) nie doszło do zatrzymania dwóch pierwszych - aresztowano jedynie Jakubca i brata Edwarda - Józefa Gawora. Zatrzymani początkowo nie przyznawali się do przynależności do AK, a gdy już nie byli w stanie starali się pomniejszać swoje znaczenie Zasłaniał się również niewiedzą w zakresie miejsca złożenia zabranej od Kłaka broni, twierdząc, że te wiadomości posiada jedynie Wcisło. Podczas pobytu w areszcie UB zaoferował współpracę na polu poszukiwania ukrytej broni, ale po wypuszczeniu na wolność udało się mu wykręcić od współpracy z UB utrzymując, że takie działanie jest sprzeczne z jego sumieniem .

Sam Stanisław Wcisło wespół z Edwardem Gaworem przedostali się do Szwecji. Gawor pozostał tam, natomiast Wcisło wyemigrował do Kanady. Dalsze operacyjne zainteresowanie UB utrzymywane było w celu ustalenia kontaktów pozostałych członków rodziny Wcisły i Gawora, jak również byłych akowców, których przynależność do AK została odkryta przez UB. Jej głównym celem było wychwycenie miejsca złożenia broni. Sprawa ostatecznie została zamknięta 11 grudnia 1956 r. Zaraz potem założono sprawę obserwacyjną na siostrę Stanisława - Helenę, która utrzymywała kontakty listowne z bratem. Wszystkie te zabiegi spaliły na panewce. Ostatecznie w 1960 r. sprawę zamknięto. Decyzję taką Służba Bezpieczeństwa podjęła po dostarczeniu przez siostrę Stanisława - Helenę listu od brata, w którym informował, iż broń została zatopiona w Wiśle, a resztę miał zabrać ze sobą do Szwecji. W liście do siostry bagatelizował celowo sprawę, pomniejszając znaczenie arsenału, który był w jego władaniu . Warto zaznaczyć, że do takiego wyznania skłoniła brata po sugestii funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, że otrzymanie wizy w celu wyjazdu do Kanady i odwiedziny brata są uwarukowane podaniem miejsca przechowywania arsenału. Co ciekawe taka forma i treść wystarczyły do zamknięcia sprawy . Jest również zagadkowym, dlaczego podczas poszukiwań arsenału nie dokonano rewizji w domu Wcisłów. Widocznie nikt nie przypuszczał, że ktoś wykaże się taką "głupotą" i umieści kilkadziesiąt sztuk broni palnej oraz wiele tysięcy sztuk amunicji w podwójnej ścianie domu. Istotnym jest również fakt, że UB, a później SB poszukiwała jedynie broni wymienionej podczas przesłuchania Kłaka. Dziś wiadomo, że było jej wiele więcej.

Magazyn broni w Bieżanowie trwał w ukryciu do 18 września 1997 r. kiedy to dr Wcisło ujawniając i otwierając broń z Bieżanowa przekazał na własność Fundacji Muzeum Historii Armii Krajowej, która zarządzała zbiorami Muzeum Historii Armii Krajowej w Krakowie.

wstecz



              Muzeum Armii Krajowej im. Generała Emila Fieldorfa - Nila